Raporty UOKiK a firmy pożyczkowe

raporty uokik cel

Ostatnio pisaliśmy o pozwie sądowym przeciwko Providentowi oraz zmaganiach tego pożyczkodawcy z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jednakże Provident to nie jest jedyna firma z sektora krótkoterminowych pożyczek pozabankowych, która w swojej historii podpadła UOKiK-owi. Wielu wiodących pożyczkodawców miało problemy z egzekwowaniem przepisów, dotyczących reklam czy obowiązków informacyjnych. Przyjrzymy się kilku przykładom, kto, kiedy i dlaczego znajdował się na świeczniku Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Raporty UOKiK

UOKiK okresowo przygotowuje raporty dotyczące wybranych sektorów gospodarki, w których prezentuje wykryte nieprawidłowości. Analizy takie nie ominęły branży krótkoterminowych pożyczek pozabankowych. W raportach tych nie brakowało zastrzeżeń co do działań podejmowanych przez wielu internetowych pożyczkodawców.

Raport z kontroli reklam pozabankowych instytucji finansowych oferujących pożyczki konsumentom

W maju 2013 roku opublikowano raport, będący wynikiem analizy reklam publikowanych przez firmy pożyczkowe w okresie styczeń-kwiecień 2013. Badaniu poddanych zostało 25 pożyczkodawców i wykazano całkiem sporo nieprawidłowości.

Niektóre firmy pożyczkowe (np. PROFI CREDIT czy CareCash) używały w reklamach sformułowania „bez BIK”, co według UOKiK dla przeciętnego konsumenta oznaczało brak jakichkolwiek weryfikacji zdolności kredytowej, wprowadzając tym samym klienta w błąd – każdy z wymienionych pożyczkodawców oceniał wiarygodność pożyczkobiorcy przed udzieleniem mu chwilówki.

Z kolei Duomax czy PROFINET w publikowanych reklamach podkreślały wyjątkowość swoich ofert, określając je najtańszymi na rynku, natomiast przeprowadzona analiza porównawcza wykazała, że sformułowania te mijały się z prawdą, gdyż na rynku można było znaleźć korzystniejsze oferty. Zakwestionowano także reklamę Wongi, w której podawano, że 98 % klientów, którzy skorzystali z innych pożyczkodawców, oceniają Wonga lepiej. Dochodząc źródła tych danych okazało się, że Wonga opierała się na badaniu przeprowadzonym przez Internet na początku 2012 roku, które jednak wykazało, że taką ocenę wystawiło…82% konsumentów. Skąd w reklamie zatem wzięło się 98%? Wonga wytłumaczyła to jako błąd ludzki. Ciekawe.

Soho Credit natomiast, w reklamie zapewniał klientów o pierwszej pożyczce za darmo, a w rzeczywistości okazywało się, że pożyczkobiorcy muszą ponieść opłatę rejestracyjną, przygotowawczą, a dodatkowo wykupić ubezpieczenie. W podobnym zakresie ponownie podpadł PROFI CREDIT, który na terenie Gliwic udostępniał ulotki, których treść wskazywała na bezpłatne chwilówki oraz 99-procentową przyznawalność, co oczywiście było nieprawdą. Firma, tłumacząc się, przyjęła podobną strategię jak Wonga i wskazała na błąd ludzki. Dodatkowo w niektórych regionach PROFI CREDIT posługiwał się certyfikatem Rzetelna Firma, do którego wykorzystania nie był już uprawniony.

Dostało się także Vivusowi, który w reklamach używał sformułowania „kredyt za 0%”, a jak już wspominaliśmy, kredyty stanowią czynność bankową, a Vivus jak wiadomo bankiem nie jest. Podobne problemy miał również PolCredit ze swoją marką Łatwy Kredyt. UOKiK zarzucał firmie wprowadzanie klientów w błąd, gdyż nazwa marki i stosowany na stronie znak towarowy mogły sugerować konsumentom, iż zostanie im udzielony kredyt. Aby rozwiązać tę sytuację, w logo marki dodano wyrażenie „kredyt konsumencki”.

Opłaty stosowane przez instytucje parabankowe

Miesiąc później, w czerwcu 2013 roku, UOKiK opublikował raport odnośnie do opłat stosowanych przez tzw. instytucje parabankowe, w tym firmy pożyczkowe. Celem analizy było przede wszystkim sprawdzenie poprawności przedstawianych klientom informacji, np. o oprocentowaniu, RRSO czy całkowitych kosztach.

Według ustawy o kredycie konsumenckim, firmy pożyczkowe są zobowiązane przed zawarciem umowy przedstawić klientowi formularz informacyjny, dzięki czemu z łatwością może on porównać różne oferty. W raporcie wykazano, że pięć firm nie wywiązuje się z tego obowiązku: Vivus, Soho Credit, Net Credit, Regita oraz Daily Finance. W większości przedstawiały one takowy formularz klientowi, ale dopiero po podpisaniu umowy.

Z kolei Cash Express w formularzu informacyjnym nie podawał wielu istotnych informacji, takich jak wysokość oprocentowania, całkowita kwota kredytu, całkowita kwota do zapłaty czy inne koszty, które konsument musi ponieść w związku z umową. Ta ostatnia kwestia została przeoczona także przez wielu innych pożyczkodawców, m.in. Provident ( brak opłaty za obsługę domową), Aasa (brak opłaty przygotowawczej i administracyjnej) , Soho Credit (brak opłaty administracyjnej) czy Via SMS (brak podania warunków, na jakich koszty mogą ulec zmianie). Z kolei Ferratum oraz Optima nie precyzowały finansowych skutków braku spłaty zobowiązania na czas.

Vivus, Net Credit, Euro Cent oraz Pszczółka nie wywiązywały się należycie z obowiązku informowania konsumenta o wysokości RRSO oraz o całkowitej kwocie do zapłaty. Aż 10 przedsiębiorstw (m.in. Wonga, Care Cash, All Money, Soho Credit, Asper czy Net Credit) nie stosowało się do wskazania odsetek należnych w przypadku odstąpienia od umowy w przeciągu 14 dni.

UOKiK w kilku przypadkach miał także zastrzeżenia odnośnie do zapisów dotyczących czynności windykacyjnych. Optima, Soho Credit, VIA SMS, Asper oraz Pszczółka nieprecyzyjnie określiły zasady, na podstawie których mogą podjąć działania windykacyjne. Dodatkowo Aasa, CareCash, Pszczółka oraz Cash Express ustanowiły zbyt wysokie koszty niektórych czynności windykacyjnych. Z kolei w umowie Taurusa znajdował się zapis o karze umownej, której wielkość była rażąco wysoka.

Problematyczne było również ujmowanie wysokości Rzeczywistej Rocznej Stopy Oprocentowania. Wonga oraz Taurus zdecydowanie ją zaniżały, natomiast Optima czy Provident nie wliczały do RRSO wszystkich kosztów. Natomiast Pszczółka, Daily Finance oraz Ferratum w sposób nieprzejrzysty i niejednoznaczny informowały klientów o kosztach udzielanych chwilówek.

Wiele firm (m.in. Vivus, Wonga, Aasa, Ferratum, Regita) stosowało wygórowane opłaty za przesyłane klientom monity. Ich wysokość powinna odzwierciedlać koszty faktycznie ponoszone przez pożyczkodawców, natomiast w umowach przyjmowały one wyraźnie zbyt duże wartości.

Opisywany raport był bardzo obszerny i wykazał w sumie 207 nieprawidłowości w 30 analizowanych firmach. Jego pełna treść znajduje się pod tym linkiem.

Werdykty z ostatnich miesięcy

Przedstawione raporty pochodzą z 2013 roku, jednakże od tego czasu już kilkukrotnie UOKiK interweniował na polskim rynku internetowych pożyczek pozabankowych.

Najświeższymi przykładami działalności Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na rynku chwilówek są interwencje dotyczące Wongi, Aasa Kredyt oraz Vivusa. Wondze zarzucono, że w reklamach przedświątecznych w roku 2014, stosowała zbyt małe czcionki oraz wyświetlała zbyt krótko kluczowe informacje dotyczące odpłatności pożyczek. Nakazano zaniechanie stosowania podobnych praktyk oraz zobowiązano firmę do zwrotu 10 zł wszystkim klientom, którzy zawarli z Wongą umowę o pierwszą chwilówkę w dniach 1 listopada – 15 grudnia 2015 r.

Z kolei Aasa została ukarana za kampanie reklamowe, podczas których klientom nie była wskazywana informacja o kwocie odsetek, jaką konsumenci są zobowiązani zapłacić. Firma została zobowiązana do zamieszczenia decyzji UOKiK na swojej stronie internetowej (Aasa się z tego obowiązku wywiązała i wciąż w ich serwisie można znaleźć odnośnik do tej decyzji).

Najświeższy na chwilę obecną werdykt UOKiK-u dotyczy Vivusa. Chodzi o reklamy, w których Vivus podaje, że klient otrzyma pożyczkę w 15 minut. Stwierdzenie to w materiałach promocyjnych firmy jest nieprecyzyjne, ponieważ w rzeczywistości czas 15 minut liczy się od zaakceptowania wniosku o pożyczkę. Reklama natomiast sformułowana jest w taki sposób, że konsumenci mogą odnieść wrażenie, że 15 minut liczy się od momentu złożenia wniosku, a nie jego zaakceptowania. Decyzja odnosi się do reklam emitowanych od 1 listopada do 15 grudnia 2015 roku. Vivus jest zobowiązany do zamieszczenia decyzji na swojej stronie internetowej, a także w jednym wydaniu papierowym i wydaniu internetowym trzech dzienników ogólnopolskich o nakładzie co najmniej 100 tys. egz. Prawdopodobnie chodzi o poniższą reklamę:

Jak widać, UOKiK dosyć dokładnie przygląda się firmom, działającym na polskim rynku pożyczek pozabankowych. Nie ma się co dziwić, ponieważ sektor ten rozwija się bardzo dynamicznie i osiągnąć już dużą wartość. Następnego prześwietlenia tzw. chwilówek prawdopodobnie można się spodziewać w najbliższych miesiącach – zweryfikowane powinno zostać zastosowanie się do przepisów narzuconych przez ustawę antylichwiarską.

 

 

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*